Dogadałam się z ABH

Anastasia Beverly Hills - jedna z największych marek kosmetycznych na rynku, przez co też niesamowicie k u l t o w a. Czemu?
Zaczęło się od produktów do stylizacji brwi wypuszczonych w latach 90 XX wieku, które były zbyt innowacyjne i wyprzedzały trendy panujące w tamtych czasach.

Mnie jednak najbardziej ciągnęło do palet cieni, z racji moich zamiłowań do maziania pędzlem po powiece. Konkretnie - moim marzeniem była paleta Modern Renaissance, za którą oglądałam się około 1,5 roku. No i wreszcie decyzja zapadła - zamawiam paletę.
Sprowadziłam ją z brytyjskiej strony CultBeauty, zapłaciłam w przeliczeniu ok. 180 zł.

Paleta jest obłożona koszmarnym welurowym materiałem, który:
- przeciera się;
- łapie każdy brud, każdy kłaczek, drobinkę kurzu;

Jest różowiutka i piękniutka, no chyba że trzyma się ją poza kartonikiem, to wtedy jest brudna i paskudna.

Kolory i jakość cieni są cudowne - niesamowicie napigmentowane, kremowe, unikatowe jeżeli właśnie o wcześniej wspomniane kolory chodzi.
Mimo, że mają już wiele odpowiedników z tańszych firm, to nigdy nie jest to to samo. Odcienie w ABH są o wiele bardziej wielowymiarowe.

Jeżeli macie pod ręką 180-200 zł do wydania lekką ręką, to zdecydowanie polecam paletę z ABH.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zakryję tym moje błędy z przeszłości (dziękuję Maybelline)

Grunt to błysk razem z SENSIQUE

Krótko i szybko o szybkim rozwiązaniu na świecidła